Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij

Niskie bezrobocie versus brak rąk do pracy – jak to jest?

Pomimo bardzo niskiego bezrobocia ciągle wiele osób pozostaje bez pracy. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec września 2017 roku stopa bezrobocia wyniosła zaledwie 6,8%, co oznacza, że bez pracy było 1,1 mln osób. Najwięcej bezrobotnych, bo aż 258,3 tys., odnotowano w regionie wschodnim, obejmującym województwa: lubelskie, podkarpackie, podlaskie, świętokrzyskie. Na drugim biegunie, z liczbą 99,9 tys. osób, jest region południowo-zachodni z województwami: dolnośląskim i opolskim.

Czy rzeczywiście nie ma ofert pracy choćby dla części z 258 tys. osób z regionu wschodniego? Oczywiście, że są. Wystarczy rzucić okiem na oferty pracy z wymienionych powyżej województw. Tylko na portalu gazetapraca.pl znaleźć można ponad 1100 ofert pracy z województw, które odnotowują najwyższą liczbę osób bezrobotnych. Pracuj.pl pokazuje ponad 4100 ofert pracy. Kilka tysięcy ogłoszeń możemy też znaleźć na portalu olx.pl.

Co zatem powoduje, że pomimo tylu wakatów bez pracy pozostaje tak wiele osób?

Cofnijmy się na chwilę do 2015 roku. Jak mogliśmy wtedy przeczytać w „Gazecie Prawnej”, pewien przedsiębiorca z Piaseczna ogłosił wówczas, że w powiecie o bardzo wysokim poziomie bezrobocia zamierza otworzyć niewielki zakład produkcyjny. Był przekonany, że skoro utworzy 15 nowych miejsc pracy, może liczyć na co najmniej kilku chętnych na jedno miejsce pracy. Tamtejszy Powiatowy Urząd Pracy zorganizował spotkanie przedsiębiorcy z bezrobotnymi. Na spotkanie przyszły trzy osoby, z których dwie w ogóle nie były zainteresowane podjęciem etatu. Te dwie osoby przyszły tylko dlatego, aby uniknąć wykreślenia z rejestru bezrobotnych, a co za tym idzie – utraty ubezpieczenia zdrowotnego. Poprosiły, by przedsiębiorca potwierdził na piśmie, że nie chce ich zatrudnić, i opuściły pomieszczenie, w którym miały się odbywać rozmowy. Tylko jedna osoba wysłuchała, na czym miała polegać praca, zadawała pytania i była wyraźnie zainteresowana etatem. Niemniej jednak okazało się, że osoba ta, owszem, chciała podjąć pracę, ale dopiero za pół roku i to najchętniej na pół etatu, ze wskazaniem na poniedziałki i wtorki.

Co się zmieniło od tego czasu? Jest gorzej! Oczywiście dla pracodawców. Część osób pozostająca bez pracy to osoby z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, które – szczególnie w małych miejscowościach – mają poważny problem ze znalezieniem stałej pracy. Są też osoby z wyższym wykształceniem, niemniej jednak dotyczy to zawodów, w których rynek pracy nie ma zbyt wiele do zaoferowania – chodzi tu głównie o humanistów. Obie te grupy mają dwa wyjścia, które poprawić mogą ich sytuację na rynku pracy. Pierwszym jest imigracja do większych i dużych miast, gdzie dużo łatwiej o pracę, nawet bez odpowiedniego wykształcenia. Drugie wyjście to podniesienie kompetencji poprzez odpowiednie kursy i szkolenia czy nawet studia podyplomowe. Dane GUS są publicznie dostępne, mimo to niewiele osób zadaje sobie trud porównania stóp bezrobocia: 16,4% w powiecie leskim (woj. podkarpackie), 17,1% w powiecie niżańskim oraz 2,4% we Wrocławiu. Jeśli już nawet zdadzą sobie sprawę z tego, że mogą liczyć na pracę, przenosząc się do innego miejsca w Polsce, pojawiają się obawy o to, czy sobie w nim poradzą. Możemy usłyszeć argumenty o wysokich kosztach utrzymania i drogich nieruchomościach. Często też na przeszkodzie stoją sprawy rodzinne, np. pracujący współmałżonek, który nie zamierza porzucać swojej pracy, dzieci zżyte z lokalną społecznością itd. W efekcie mamy wiele osób świadomie pozostających bez pracy. Tkwiąc w swoim lokalnym środowisku, skazują się na bezrobocie. Jednocześnie te małe społeczności często mają ubogą lub żadną ofertę edukacyjną. Bezrobotni zamykają się w pętli braku poszukiwanych lokalnie kompetencji oraz braku perspektyw na dobrą pracę. Ludzie ci korzystają więc z różnego rodzaju świadczeń, z pomocy społecznej. Czasem wykluczeni przez rynek pracy balansują na granicy wykluczenia społecznego. Często jest to świadoma kalkulacja. Część osób bezrobotnych nie zamierza podejmować pracy, twierdząc, że nie opłaca się ciężko pracować za niewielkie pieniądze, skoro na bezrobociu zapewnione jest ubezpieczenie zdrowotne i wsparcie wspomnianej pomocy społecznej. Od czasu do czasu osoby takie podejmują dorywcze zatrudnienie w szarej strefie. W małych miejscowościach możliwość funkcjonowania bez pracy i utrzymywania się z różnego rodzaju zapomóg jest znacznie prostsza. Zwłaszcza jeśli osoba bezrobotna może mieszkać kątem u rodziców, babci lub innego członka rodziny. Urzędy pracy ciągle odnotowują wiele przypadków odrzucenia przez bezrobotnych ofert pracy. Do propozycji niecieszących się zainteresowaniem należą proste prace, które nie są bardzo dobrze wynagradzane, ale też nie wymagają od kandydatów żadnych kwalifikacji. Dochodzi do tego, że firmy borykające się z problemem braku rąk do pracy starają się dotrzeć do potencjalnych kandydatów poprzez internetowe kanały informacyjne, media społecznościowe i zachęcają do podejmowania etatu na wiele różnych sposobów.

Agencje pracy dwoją się i troją, by zapewnić swoim klientom ręce do pracy. „Zatrudniamy bardzo dużo pracowników słabo wykwalifikowanych dla wielu branż, zarówno w handlu, jak i na produkcji. Oferujemy atrakcyjne stawki godzinowe, przejrzyste umowy i elastyczne grafiki. Niestety permanentnie mamy deficyt rąk do pracy. Osoby bez kwalifikacji oczekują czasem nawet dwukrotnie wyższych stawek godzinowych. Jest też spora grupa osób deklarujących podjęcie zatrudnienia i nieprzychodzących do pracy w umówionym terminie” – zauważa Małgorzata Pieczyńska z agencji pracy tymczasowej InterKadra. „Naszym zdaniem faktyczne bezrobocie jest dużo niższe niż to, które jest odnotowane przez GUS” – dodaje.

Duża część zarejestrowanych bezrobotnych to osoby, które liczą jedynie na jakąś formę finansowego wsparcia, a przede wszystkim na wspomniane świadczenia zdrowotne. Znaczna część z nich dorabia „na czarno”. W ten sposób mogą dostać do ręki wyższą kwotę wynagrodzenia niż na legalnym etacie. Nie można też zapominać, że do osób odmawiających zatrudnienia zaliczają się również te, które z obiektywnych przyczyn nie są zainteresowane podjęciem konkretnego etatu. Mamy tu na myśli odmowę np. ze względu na stan zdrowia. Niektóre osoby odrzucają oferty pracodawców z uwagi na ryzyko związane ze świadczeniem pracy fizycznej. W tej grupie mogą znajdować się też matki samotnie wychowujące małe dzieci. Kobiety te, z uwagi na sprawowaną nad nimi opiekę, nie mogą podjąć pracy w systemie zmianowym.

Pracodawcy zauważają konieczność modyfikacji modelu aktywizacji zawodowej jako najprostszy sposób na przezwyciężenie bierności zawodowej większości bezrobotnych. Potrzebna jest zmiana postawy osób, które formalnie szukają pracy, ale w praktyce jej nie chcą. Doradcy zawodowi w urzędach pracy powinni zawsze wnikliwie zapoznać się z sytuacją osoby poszukującej etatu, poznać jej bariery w zatrudnieniu (np. zdrowotne, rodzinne) oraz zmotywować ją do podjęcia pracy, a także skierować do przedsiębiorców poszukujących pracowników lub do agencji pracy.

Rozwijająca się polska gospodarka musi sięgnąć po długotrwale bezrobotnych. Niemniej jednak, aby miało to sens, osoby te muszą chcieć pracować. Na razie zaś najwyraźniej tak nie jest.