Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij

Czy zakaz handlu w niedzielę wpłynie na stan zatrudnienia w sieciach handlowych?

Ostatnio bardzo dużo mówi się o zakazie handlu w niedzielę. Zdania na ten temat są jak zwykle mocno podzielone. Zwolennicy tej zmiany powołują się na społeczne zalety takiego rozwiązania. Należy jednak rozważyć nie tylko zalety, ale również, a może przede wszystkim, wady wchodzącej w życie ustawy.

Projekt autorstwa Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, w którego skład wchodzi m.in. NSZZ „Solidarność”, zakłada ograniczenie handlu w niedzielę obejmujące większość placówek handlowych. Przewiduje też pewne odstępstwa, dotyczące m.in. stacji benzynowych. Warto zaznaczyć, że owo ustępstwo pozwala stacjom benzynowym na ich działalność handlową m.in. w Wigilię tylko do godziny 14.00. Już teraz zarówno eksperci, jak i zwykli obywatele zwracają uwagę na absurd tego zapisu, który wielu Polakom może uniemożliwić lub co najmniej bardzo utrudnić dotarcie w Wigilię do rodzinnego domu. Szczególnie jeśli mają do przejechania np. 800 km. Szef podkomisji ds. rynku pracy Janusz Śniadek zapowiada w mediach weryfikację tego absurdalnego zapisu.

Wracając jednak do problematyki miejsc pracy w handlu, posłowie PiS uważają, że mówienie o perspektywie zwolnień w tej branży jest demagogią.

Niewątpliwym faktem jest to, że w handlu brakuje rąk do pracy, więc z tego punktu widzenia wydawać by się mogło, że przedmiotowa ustawa nie będzie miała wpływu na rynek pracy. Ale czy na pewno?

Małgorzata Pieczyńska, rzecznik prasowy Agencji Pracy Tymczasowej InterKadra zauważa bardzo ważną kwestię: Praca w handlu to nie tylko stałe zajęcie dla rzeszy Polaków. Jest ona bardzo często traktowana jako zajęcie dodatkowe. Nie wymaga bowiem specjalnego wykształcenia ani doświadczenia. Z uwagi na fakt, że znalezienie pracowników przy tak niskim bezrobociu jest coraz trudniejsze, sieci handlowe bardzo chętnie zatrudniają pracowników w niepełnym wymiarze godzin. Oczywiście tych, którzy są zainteresowani takim rozwiązaniem, a jest ich naprawdę sporo. Z tej oferty korzystają najczęściej studenci i kobiety łączące pracę z opieką nad dzieckiem. Bardzo często pracą w weekendy są też zainteresowane osoby, które potrzebują dorobić do swoich stałych, ale niewystarczających dochodów. Osoby te zostaną pozbawione tej możliwości albo przynajmniej zostaną one mocno ograniczone.

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na osoby najsłabsze na rynku pracy, czyli niewykształcone, które pracują w usługach wokół handlu. Są to pracownicy ochrony czy też firm sprzątających. Bardzo często osoby te dorabiają tylko w weekendy. Wyłączenie kilku niedziel z grafiku może spowodować, że pracownicy, którzy nie mogą pracować w weekendy, staną się zbędni.

Eksperci przedstawiają różne wyliczenia. Uważają, że skoro usuwa się cztery dni w miesiącu, to zarówno obroty, jak i liczba miejsc pracy będą maleć. Pytanie tylko o ile. Niektórzy z nich obliczają, że w skali całego kraju redukcja pracowników może dotyczyć 30-60 tysięcy osób. Jeśli chodzi o prognozowane w ten sposób mniejsze obroty, strona rządząca argumentuje, że zamknięcie sklepów w niedzielę nie wprowadzi ograniczenia konsumpcji, które to przeniesie się odpowiednio na inne dni tygodnia. Jako przykład przywoływane są Węgry, gdzie podobne przepisy spowodowały zwiększenie sprzedaży w czwartki i piątki.

Czy takie szacunki dotyczą też redukcji pracowników handlu?

Tutaj odpowiedź jest zgoła inna. Są przecież osoby, które w wyniku wejścia w życie zakazu handlu w niedzielę stracą pracę w tym sektorze i będą zmuszone do szukania innego zajęcia, przy którym nie trzeba wykazać się twardymi kompetencjami i kierunkowym wykształceniem. Część z nich być może znajdzie zatrudnienie w gastronomii, część w produkcji. Nie możemy jednak zapominać, że nie jest to tak oczywiste, jak wygląda. Polska Rada Centrów Handlowych przeprowadziła badania, z których wynika, że znaczna część pracodawców wprowadzi redukcje zatrudnienia, które globalnie mogą dotyczyć nawet 40 tysięcy miejsc pracy. Choć spadek obrotów jest rzeczywiście mało prawdopodobny, redukcja zatrudnienia może wynikać z prostej matematyki i logiki: kilkanaście godzin, przez które sklep będzie zamknięty w niedzielę, to szansa na oszczędności, dzięki którym mniejsza liczba pracowników może obsłużyć większą liczbę klientów.

Należy jednak pamiętać o mniejszych miejscowościach, w których o pracę dla osób niewykwalifikowanych jest najtrudniej. Dlatego osobom o niskich kwalifikacjach czy też tym po 50. roku życia i pochodzącym z małych miejscowości, w których trudno liczyć na pracę w innych sektorach gospodarki, bardzo trudno będzie znaleźć dorywcze legalne zajęcie w nowej rzeczywistości prawnej.

Na koniec warto poruszyć jeszcze jedną, równie istotną kwestię. Otóż nie wszystkim praca w niedzielę, a nawet w święta doskwiera. Studenci, część emigrantów, emeryci to grupy, które często bardzo chętnie pracują właśnie w te dni. Ich zdania jednak nie wzięto pod uwagę. Zrealizowano społeczne założenia ustawy, nadając im nadrzędny priorytet.

Jak zareaguje rynek? Wkrótce się przekonamy.