Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij

Dlaczego spóźnianie się do pracy źle świadczy o pracowniku?

Każdemu z nas choć raz zdarzyło się spóźnić do pracy. Powody oczywiście były różne. Czasem są to niespodziewane korki, czasem niepunktualna komunikacja miejska. Do równie częstych przyczyn spóźnień należą: problem z zaprowadzeniem dziecka do przedszkola na czas, zbyt długa kolejka w urzędzie, awaria samochodu lub po prostu… zbyt późna pobudka. Tak naprawdę lista potencjalnych powodów spóźnienia się do pracy jest bardzo długa. Warto jednak zastanowić się nad tym, jak nasze spóźnienie jest postrzegane przez pracodawcę. Powiedzmy sobie szczerze: jeśli taka sytuacja zdarza się raz na jakiś czas – raz na kwartał lub rzadziej – pracodawca najczęściej przymyka na to oko, wszak wszyscy jesteśmy ludźmi. Ale co, kiedy spóźnianie się nie jest wyjątkiem, lecz nawykiem?

Bardzo częste, notoryczne spóźnianie się do pracy jest bardzo niemile widziane i – co istotne – może być powodem rozwiązania umowy o pracę ze spóźnialskim pracownikiem, nawet w trybie natychmiastowym.

Z naszego doświadczenia wynika, że do pracy spóźnia się nawet 25% pracowników. Można zaważyć, że problem z punktualnością osób zatrudnionych rośnie wraz z wielkością miasta. W dużych aglomeracjach miejskich problemy z dotarciem do pracy na czas ma nawet co czwarty pracownik. Jeśli wydaje Wam się, że niezadowolony z tego faktu pracodawca przesadza, to macie rację: wydaje Wam się tylko, czyli mówiąc inaczej – nie macie racji. Pracodawcy bardzo często ponoszą wymierne koszty spowodowane spóźnialskimi. Wszyscy musimy zdać sobie sprawę, że nieprzestrzeganie ustalonych terminów, godzin jest też przejawem lekceważenia innych ludzi. Mamy tu na myśli nie tylko naszego przełożonego. Sprawa dotyczy bowiem w takim samym stopniu naszych współpracowników. Zdarza się, że osoba pracująca w trybie zmianowym swoim spóźnieniem wymusza konieczność pozostania dłużej w pracy swojego zmiennika. Nawet jeśli to przełożenie na pracę innych osób nie jest takie oczywiste, to notorycznie spóźniając się do pracy, pokazujemy, że czterdziestogodzinny tydzień pracy, na który się zgodziliśmy, podpisując umowę z pracodawcą, nie ma dla nas żadnego znaczenia. Trzeba się wtedy zastanowić, jaką wartość ma dla nas wynagrodzenie, które powinniśmy otrzymać za ów pełny, czterdziestogodzinny tydzień pracy. Jeśli bowiem w ciągu miesiąca zbierze nam się kilka godzin spóźnienia, to czy chętnie zgodzimy się na niższą pensję?! A co ze współpracownikami, którzy przychodzą do pracy punktualnie? Czyż nasze notoryczne spóźnianie się nie jest drwiną z ich punktualności?

Czasem warto wykazać się odrobiną empatii wobec współpracowników. Jeśli matka dwójki dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym jest w stanie przychodzić do pracy na czas, to dlaczego singiel nie daje rady w poniedziałkowy poranek być punktualnym, tłumacząc swoje postępowanie spóźniającym się pociągiem, którym wracał z weekendu u rodziców? Oczywiście ktoś z Was może w tym miejscu powiedzieć: co mnie obchodzą inni! …ale czy wtedy powinien pracować z innymi, czy raczej zastanowić się nad zmianą pracy? Powiedzmy sobie szczerze: notoryczne spóźnianie się do pracy jest niemile widziane nie tylko przez pracodawcę.

O ile współpracownicy mogą jedynie krzywo patrzeć na ten proceder, pracodawca ma do swojej dyspozycji kilka narzędzi dyscyplinujących spóźnialskiego pracownika.

Przestrzeganie ustalonego czasu pracy jest jednym z podstawowych obowiązków pracowniczych. Jeśli zatem ktoś notorycznie uchyla się od wypełniania tego obowiązku, spóźniając się do pracy (lub wychodząc przed czasem), pracodawca może np. zastosować ujętą w Kodeksie pracy karę porządkową. Do owych kar porządkowych należą upomnienie lub nagana z wpisem do akt osobowych, które figuruje w nich przez rok. Z taką karą trudno liczyć na premię uznaniową czy inną nagrodę. Pracodawca może również nałożyć na spóźniającego się pracownika karę pieniężną. Jej wysokość regulują przepisy. Jest ona taka sama jak w przypadku nieusprawiedliwionej nieobecności czy oddalenia się z miejsca pracy. Kara ta nie powinna być wyższa niż wartość jednodniowego wynagrodzenia danego pracownika. Pracodawca może zastosować taką karę kilkukrotnie przy założeniu, że równowartość kar potrącanych z miesięcznej pensji nie może być wyższa niż jedna dziesiąta pobieranego wynagrodzenia.

Pamiętajmy jednak, że nie jest to jedyne narzędzie dyscyplinujące spóźnialskiego pracownika. W sytuacji, w której pracownik nie stosuje się do czasu pracy obowiązującego w firmie, notorycznie się spóźniając, pracodawca może uwzględnić to w jego wynagrodzeniu. Mówiąc wprost: pracodawca może obniżyć wynagrodzenie takiego pracownika o sumę wynikającą ze wszystkich spóźnień w danym miesiącu.

Czy słyszeliście o tym, że ktoś został zwolniony z pracy za spóźnianie się do niej? Tak, to zgodna z Kodeksem pracy najpoważniejsza konsekwencja służbowa, jaka może spotkać spóźniającego się pracownika. Oczywiście pracodawcy sięgają po takie rozwiązanie tylko w sytuacji, kiedy spóźnienia pracownika są regularne lub znacząco wpływają na pracę firmy i wykonywanie obowiązków służbowych. Trzeba też pamiętać, że jeśli spóźnienie/spóźnienia pracownika będą skutkowały poważnymi konsekwencjami dla firmy – np. nie dojdzie do podpisania ważnego kontraktu, firma poniesie straty finansowe z powodu niestawienia się pracownika na czas – pracodawca może nawet rozwiązać umowę o pracę bez zachowania okresu wypowiedzenia, czyli zastosować tzw. zwolnienie dyscyplinarne.

Podsumowując, starajmy się postępować wobec pracodawcy i współpracowników uczciwie. Tylko rzetelnie wykonując swoje obowiązki, możemy liczyć na premię, awans i życzliwość.