Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij

Czy zawsze warto silić się na oryginalność?

Na stoły pracowników z działów HR, zbyt często trafiają dokumenty w tęczowych barwach – zarówno jeśli chodzi o czcionkę, jak i o tło, w niestandardowych formatach, pisane poziomo czy niemal zygzakiem, na ażurowych papierach i innych fakturach, których nie sposób wymienić. Niektórzy kandydaci swoje atuty zawodowe „ozdabiają” fotografią z puszystym kotem, obwieszeni od stóp do głów militariami lub wręcz niemal nago – w plażowym entourage’u.

Są i tacy, którym to nie wystarcza. W swoim dążeniu do wyróżnienia się, ubarwiają nie tylko formę, ale i treść swojego życiorysu. Wpisują stanowiska, których nigdy nie zajmowali. Ba! Potrafią nawet wymyślić pracodawców – byleby całość brzmiała bardziej atrakcyjnie. Swojej fantazji dają upust, także podczas opisów w rubryce „hobby”. Wszyscy uwielbiają sporty ekstremalne, zaczytują się bez pamięci w opasłych tomach poezji, a jednocześnie biegle orientują się w zagadnieniach współczesnej fizyki kwantowej.

A rekruter i tak głównie najwyżej oceni… wysiłek dostosowania Twojego CV do tej konkretnej oferty, na którą aplikujesz. Zwróci też uwagę na kolejność umieszczenia w nim Twoich mocnych stron, towarzystwo listu motywacyjnego lub jego brak, a także na to, czy dokumenty kierujesz bezpośrednio do niego; a od pstrokatej papierowej wersji Ciebie, więcej punktów zbierze link do Twojego bloga czy portfolio, które będzie potwierdzeniem Twoich kwalifikacji i ciekawą (i prawdziwą) prezentacją Twojej osoby.