Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij

Co zmieni się dla Polaków pracujących we Francji, jeśli nowe dyrektywy unijne wejdą w życie?

Ostatnio bardzo dużo mówi się o projekcie zmian dotyczących pracowników delegowanych. Chcemy Wam nieco przybliżyć tę kwestię.

W Unii Europejskiej pracuje 2 mln pracowników delegowanych. Stanowi to mniej niż 1 proc. całkowitego zatrudnienia. Oznacza to zatem, że ich wpływ na rynek jest znikomy. Nieprawdziwą, a jednocześnie powszechnie powtarzaną tezą jest też to, że pracownicy ci pochodzą głównie z krajów o niskich zarobkach oraz że nieuczciwie zabierają pracę droższym pracownikom rodzimym UE.

Polska wysyła najwięcej swoich pracowników na rynki europejskie. Prawie co czwarty pracownik delegowany w UE pochodzi z Polski. Jak wskazuje raport brukselskiego Instytutu Bruegla, również Niemcy (11,7 proc.) i Francuzi (6,9 proc.) znajdują się w czołówce krajów delegujących. Fakty te obalają mit, jakoby pracownicy delegowani pochodzili z krajów o niskich zarobkach. W samej Francji, która jest najbardziej sceptyczna wobec pracowników delegowanych, aż 44 proc. z nich pochodzi z krajów o wysokich zarobkach, a tylko 23 proc. z krajów biedniejszych (źródło: „Gazeta Prawna”).

Francuski prezydent Emmanuel Macron za swój oręż przyjął kwestię pracowników delegowanych w Unii. Należy jednak podkreślić, jak mało istotny jest ich udział i wpływ na europejski rynek pracy. Z badań wynika, że stanowią oni zaledwie 0,9 proc.całkowitego zatrudnienia i 0,63 proc. siły roboczej Unii Europejskiej, czyli wszystkich potencjalnych, zdolnych do pracy pracowników.

Co faktycznie może się zmienić w tej kwestii dla Polaków?

Najwięcej wątpliwości w projekcie o pracownikach delegowanych wywołuje propozycja wynagradzania ich w taki sam sposób jak pracowników państwa przyjmującego. Pracownikowi delegowanemu ma bowiem przysługiwać nie tylko płaca minimalna, jak obecnie, lecz także inne obowiązkowe składniki wynagrodzenia, takie jak premie czy dodatki urlopowe. Kolejną kontrowersyjną kwestią jest propozycja zakładająca, że gdy okres delegowania przekroczy dwa lata, pracownik – zgodnie z propozycją KE – byłby objęty prawem pracy państwa goszczącego. Francja, którą w tym zakresie wspiera kilka innych zachodnich krajów, próbuje przeforsować ograniczenie delegowania do 12 miesięcy. Dla polskich firm to skrajnie niekorzystne zapisy. Kwestia wysokości wynagrodzeń jest bardzo istotna. Niemniej jednak nie tylko ona. Propozycje nowych regulacji przewidują, że wynagrodzenia mają odpowiadać lokalnym warunkom na rynku pracy, co oznacza konieczność dostosowania się do różnego rodzaju lokalnych, bardzo zróżnicowanych uwarunkowań i układów zbiorowych. Musimy pamiętać, że na przykład w Niemczech mamy do czynienia z wieloma branżowymi czy lokalnymi układami zbiorowymi.

Może się okazać, że zmiana miejsca zatrudnienia o kilkadziesiąt kilometrów będzie oznaczała zmianę warunków wynagradzania. Stwarza to szereg utrudnień dla pracodawców, którzy delegując pracowników za granicę, powinni orientować się w tych dziesiątkach układów zbiorowych. Należy w tym miejscu przypomnieć, że delegowanie pracowników wiąże się również z dodatkowymi kosztami, np. zakwaterowania, transportu itp. Dlatego też proponowane zmiany uderzają bezpośrednio w polskich pracodawców delegujących pracowników do krajów Wspólnoty. Część z nich będzie zmuszona zrezygnować z delegowania pracowników. Z rynku mogą zniknąć małe firmy transportowe czy małe agencje pracy. W efekcie stracą na tym Polacy, którzy do tej pory pracowali jako pracownicy delegowani. Będą zmuszeni do szukania pracy za granicą na własną rękę, co przy słabej znajomości języka często skazuje ich na porażkę. Francja w tym sporze powołuje się na kolejny mit, jakoby dotychczasowe przepisy pozwalały pracownikom delegowanym, poprzez zaniżanie stawek, odbierać pracę tym rodzimym. Jest to oczywista nieprawda. Najczęściej bowiem delegujemy pracowników, których na rodzimych rynkach po prostu brakuje. Są nimi zarówno pracownicy budowlani, jak i opiekunowie osób starszych. Nie spodziewamy się, że wszyscy ci ludzie zrezygnują z pracy w krajach Unii Europejskiej. Raczej poszukają zatrudnienia przez tamtejsze przedsiębiorstwa, na czym wyraźnie ucierpi polski budżet. Należy w tym miejscu przywołać fakt, że polskie firmy delegują do pracy w Unii Europejskiej około pół miliona pracowników rocznie. Będą to więc wymierne straty dla polskiego budżetu i systemu ubezpieczeń społecznych.