Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce

Zamknij

O nazwach zawodów słów kilka...

Przeglądając oferty pracy nie raz miałeś wrażenie, że trafiłeś do jakiegoś Matrixa? Wielka różnorodność developerów, managerów i specjalistów… dziesiątki obcobrzmiących „stanowisk”, a do tego jeszcze ten konserwator powierzchni płaskich… ;-)

Nazewnictwo zawodów jak każde podlega modom, nieustannie się zmienia i przekształca. Zamiana polskich tradycyjnych zawodów na ich anglojęzyczne odpowiedniki, a raczej proces tej zmiany zaczął się w latach 90, by w końcu nasilić się po wejściu na większą skalę do naszego kraju kapitału zagranicznego. Wiązało się to, po pierwsze, z chęcią odczarowania pewnych źle brzmiących (i źle kojarzących się zawodów). Podanie ich w formie zachodniej – bardziej „światowej” (w oryginale lub spolszczonej fonetycznie wersji), kojarzyło się z większym prestiżem. Po drugie, wymagał tego rynek. Dziś też w Polsce pracuje się w języku angielskim (i innych). Nie powinno więc dziwić, że i na anglojęzycznych stanowiskach.

Z podobnych pobudek (odczarowania i zmiany skojarzeń) zaczęto modyfikować obowiązujące od lat nazwy poszczególnych prac i zawodów. I tak sekretarka stała się „asystentką biura zarządu”, a sprzątaczka, wspomnianym wyżej, „konserwatorem powierzchni gładkich”.

Motywowane było to między innymi chęcią zwiększenia atrakcyjności mniej popularnych zawodów już na etapie wyboru ścieżki edukacyjnej młodzieży. Okazało się bowiem, że zbyt archaiczna i źle kojarząca się nazwa zawodu, może skutecznie zniechęcić do podjęcia kształcenia i pracy w tym kierunku, a na to na rynku zatrudnienia, na którym brakuje fachowców, nie ma  miejsca.